Zmiana – fanaberia czy konieczność ?

W jednej z prywatnych firm gdzie zaczynałem karierę pojawił się niespodziewanie konsultant. Stało się to po przejęciu jej przez międzynarodowy koncern, a on sam miał dokonać transformacji organizacyjnej i wprowadzić korporacyjne procedury działania. W czasie wielu szkoleń i dyskusji często pojawiało się zdanie: „zmiana to jedyne stała rzecz na świecie”. Pamiętam to do dziś choć wówczas przyprawiało mnie to nieustanny ból głowy.

Przywiązujemy się do naszego status quo, codziennych nawyków czy znanej rzeczywistości i niechętnie akceptujemy jakiekolwiek odstępstwa lub zmiany od znanych nam reguł gry. Ciężko większości z nas nadal wyobrazić sobie przeprowadzkę z domu wybudowanego własnymi siłami, podążanie za pracą i lepszym życiem z wyboru a nie przymusu. Lubimy tę stałość, lubimy wiedzieć, co wydarzy się każdego dnia. Odrzucamy nieprzyjemne scenariusze i mimo narzekania na nudę znanego świata z lubością wpadamy w rutynę. Wszystko, co nowe zwykle wzbudza w nas dyskomfort i mimowolnie stawiamy mu opór twierdząc, że przecież cała natura działa według stałego rytmu.

To ciekawe, że właśnie ten argument przeciwko zmianom wykorzystujemy my – ludzie wierzący w darwinowski ewolucjonizm. Ewolucję opartą na drobnych losowych zmianach by optymalnie wykorzystać dostępne zasoby i zyskać przewagę. Czy to tylko twórcza i pusta fanaberia? Wątpię. Raczej konieczność, by przetrwać i zwyciężać. By ciągle podążać do przodu i wykorzystywać pojawiające się szanse lub samemu je sobie stwarzać. Wszystko, co znamy zmienia się w czasie, a każda zmiana prowadzi do formy lepiej, gorzej lub tak samo przystosowanej do warunków otoczenia. Zmiana to konieczność, by zwyciężać.